Jak oszacować przyszłą emeryturę i ile odkładać
Wysokość przyszłej emerytury z ZUS można oszacować na dwa sposoby. Pierwszy to kalkulator na stronie zakładu, który po podaniu daty urodzenia, płci, przewidywanego wieku przejścia na emeryturę i dotychczasowych zarobków zwraca prognozę w złotych. Drugi to własne wyliczenie na podstawie kapitału początkowego i składki zapisanej na koncie. Oba dają wynik przybliżony, bo ZUS co roku waloryzuje zapisane środki, a wysokość emerytury zależy od dalszych lat pracy i inflacji. Warto sprawdzić prognozę raz na dwa lata, żeby wiedzieć, czy luka między emeryturą a obecnymi dochodami rośnie.
Po ustaleniu prognozy z ZUS trzeba doliczyć ewentualne oszczędności z PPK, IKE lub IKZE oraz środki zgromadzone samodzielnie. Następnie trzeba porównać sumę z kwotą, która pozwoli utrzymać zbliżony poziom życia. Realistyczny cel to 60-70% ostatniej pensji netto. Jeśli prognoza z ZUS pokrywa 40%, brakującą część trzeba wypracować samodzielnie. W tym miejscu przydaje się wiedza, jak oszczędzanie na emeryturę od podstaw przekłada się na konkretne kwoty odkładane co miesiąc.
Wielkość miesięcznej składki wynika z prostego rachunku. Różnicę między docelową emeryturą a prognozą z ZUS mnoży się przez przewidywany czas pobierania świadczenia, a wynik dzieli przez liczbę miesięcy do przejścia na emeryturę. Do tego trzeba doliczyć realną stopę zwrotu, czyli zysk po odjęciu inflacji. Przy założeniu 3% realnie w skali roku i 25 latach oszczędzania każda złotówka miesięcznie zamienia się w kilkaset złotych kapitału. Im wcześniej zaczyna się odkładać, tym mniejsza kwota wystarczy, bo dłużej pracują odsetki składane.
Ostatni krok to wybór miejsca, w którym pieniądze będą pracować. Konto oszczędnościowe i obligacje skarbowe dają niskie, ale przewidywalne zyski. Fundusze indeksowane i ETF-y niosą większe ryzyko, ale w długim horyzoncie zwykle wyprzedzają inflację. Nie warto trzymać całości w jednym produkcie. Warto też co roku sprawdzać, czy wpłaty są realizowane, a saldo rośnie zgodnie z planem.